• Wpisów: 228
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 11:04
  • Licznik odwiedzin: 312 701 / 1424 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
achajka
 
Gdyby ktoś skonstruował urządzenie, które podpięte do telewizora wyciszałoby Pieńkowską i Jagielskiego, a całą resztę dźwięków pozostawiało nietkniętą - uuu, byłabym pierwszą nabywczynią. Myśl, narodzie, myśl!
  • awatar absyntowa: Pieńkowska skutecznie podniosła mi niedawno ciśnienie i zobrzydziła TVN. Ma jak byk w materiale napisaną nazwę "Entropia", ma napisane - wyraźnie, bo takie mam pismo - na karteczce którą trzyma w ręku; i co naród słyszy? "Entrofia". FACEPALM.
  • awatar achajka: Mam dziwne wrażenie, że spora część narodu jej nie znosi, po co więc ten lans na siłę?
  • awatar absyntowa: Chyba takie zasady i taka "polityka firmy". Wpychanie na siłę odgrzewanych kotletów i robienie gwiazd z pogodynek.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

achajka
 
Oesu, Lisbeth Salander, czyli kolejne noce zarwane...
 

achajka
 
... tak właśnie w moim przypadku wyglądało czytanie "Księgi imion" Jill Gregory i Karen Tintori. Zachęcona tekstem z okładki wzięłam się za czytanie ponoć dobrego thrillera kabalistycznego. Tak po stu stronach mnie wciągnął. Zdaję sobie sprawę, że takie jest prawo thrillerów - wszystko dzieje się szybko, cała akcja wikła się i rozwiązuje w przeciągu kilku dni a nawet godzin. I, co dziwne, u np. takiego Dana Browna w ogóle mi taki fenomen nie przeszkadza, u tych pań na początku straszliwie to irytowało. Thriller kabalistyczny sugeruje, że to nie tylko siły ludzkie mieszają w sprawie, to również siły boskie. Co właściwie może trochę psuć czytanie. Głowny bohater doświadcza wizji po tym, jak w dzieciństwie przeżył śmierć kliniczną. To nie tyle wizje, co nazwiska ludzi, które od lat zapisuje w swoim notesie, chociaż sam nie wie, po co to robi. Ale przyznam szczerze cała pozostała część historii jest niezła. Gnozycka sekta owłądnięta manią zniszczenia świata, w między czasie wiodąca żywot epikurejski (mam tu na myśli poszczególne jednostki należące do tejże sekty), Bóg przekazujący imiona lamed wojowników, a więc 36 sprawiedliwych, dzięki którym świat nie stoczy się na samo dno przepaści plus cała ta kabalistyczna otoczka (magiczne kamienie ze świętego pektorału Aarona) mogą być zarówno nie do przejścia, jak i bardzo wciągające. Uwielbiam książki z zagadkami historycznymi w tle, ale do tej pory raczej były to zagadki typowo ludzkie, kiedy wmieszany jest w to Bóg, zaczynam wątpić w "prawdziwość" fabularnych wydarzeń. Zaczyna mi to przeszkadzać. I tu też tak było. Z czasem jednak dałam się wciągnąć, i doczytywałam już na dużym przyspieszeniu. Ale początki były trudne.
 

achajka
 
Jako, że wczoraj wyskoczyłam z łóżka o 8:30, dzisiaj nie mogłam zwlec się przed 12. Wygląda na to, że w przyrodzie faktycznie nic nie ginie. Nawet mój sen.
 

achajka
 
Garść informacji: www.studia.net/wydarzenia/2257-lipdub-na-uam

I jeszcze raz gotowy teledysk:
  • awatar jacek23151: Profesjonalnie. U nas na SGH wyszło trochę gorzej, ale tylko przez chujową synchronizację. Za to Krakusy dały d... :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

achajka
 
Dzisiejszy dzień, a przynajmniej jego pierwsza część upływają mi pod znakiem takich oto słów:

"A u szalalala mam dwie lewe ręce
A u szalalala nie mam pieniędzy
A u szalalala brac się do roboty
Zamiast pracować ja wolę leniuchować"

A zresztą kogo ja oszukuję - tak jest dzień w dzień. Ale ale, od środy mam już świąteczną przerwę. I może to jest powód, że nic mi się nie chce. Musiałabym się spiąć na poniedzałek - byłoby inaczej. A swoją drogą bez sensu te godziny rektorskie - od 22 grudnia. Wszak wiadomo, że studenci wyniosą się najpóźniej w weekend do domów i poniedziałek będzie straszył pustkami na korytarzach. No ale to już Szanowna Magnificencja zrzuca na naszą odpowiedzialność.
  • awatar patyczak: jak masz tyle wolnego to zacznij hodować sobie choinkę listonic.pl/zofia/choinka i spraw żeby mikołaj przyszedł do ciebie drugi raz i przyniósł wypad do spa ipoda l kurs tańca lub inne rzeczy które moga cię zainteresować
Pokaż wszystkie (1) ›
 

achajka
 
Kariny Pjankowej "Prawa i powinności" to dość przewrotna książka. Zadowalająco sympatyczny i niepozorny pastisz (chociaż dla mnie to raczej aluzja niż typowy pastisz) klasycznej fantasy w typie tolkienowskim, choć początkowo może irytować tajemniczością głównego bohatera, brakiem określonego celu wyprawy (enigmatyczne Zło) i szeroko rozumianym czytelniczym in medias res, z czasem przyzwyczajając odbiorcę do takiego stylu fabularnego, oprócz dobrej zabawy zapewnia także do wystarczające zaciekawienie. No bo kim w końcu jest nasz protagonista, skoro przeczytaliśmy dwie trzecie książki i nadal otrzymujemy sprzeczne sygnały, co do jego osoby? Zagadki w żaden sposób nie pomagają rozwiązać jego kompani - drużyna, jak się patrzy, złożona z samych najodważniejszych, najsilniejszych, najwaleczniejszych bohaterów nad bohaterami płci obojga; drużyna, dodajmy, wielorasowa i wielokulturowa - to wszak konieczność. Ale kto ich wysłał? I tak dokładniej - dlaczego w ogóle wędrują? Czy wiedzą dokąd? Takich właśnie momentów irytujących "Prawom i powinnościom" zresztą nie brak. A propos irytacji - w którymś momencie miałam wręcz wrażenie, że czytam przygody polskiego Ślązaka Reynewana (A. Sapkowski), który to nieustannie wpada z deszczu pod rynnę, z kłopotów w tarapaty i na odwrót (co właśnie w "Narrenturmie"najbardziej mnie drażniło). Tyle tylko, że tak jak Reynewana ratują często gęsto przyjaciele, tak bohater Pjankowej, nomen omen Raywen (co pewnie też nie pozostało bez pływu na moje skojarzenia) ciągle musi ratować swoją drużynę. Kompani zaś w jego sprawie nie kiwnęliby palcem (schemat - początkowo znienawidzony "dziwak" z czasem zmienia się w najlepszego przyjaciela). A ileż tu Tolkiena! I wszelkich innych elementów tradycyjnej fantasy, że aż trudno wymienić jakieś konkretne nazwisko (Tolkien się jenka narzuca najbardziej).
Co rozczarowuje? Na pewno owo mityczne Zło. Odnosi się bowiem na końcu wrażenie, że wyprawa funta kłaków nie była warta. Irytują też fabularne niedociągnięcia, niedopowiedzenia, czasem wręcz jawny brak konsekwencji. Ale i tak jest miło. No i jak na pastisz przystało - zabawnie. Nawet dla nie do końca zorientowanych w tematyce.
  • awatar kagetsu: Książka ciekawa, szybko się czyta. Spokojnie dałam ją do przeczytania mamie, która niezbyt przepada za fantasy i bardzo jej się spodobała. Główny bohater jest postacią interesującą choć według mnie za bardzo przypomina Chucka Norrisa z kawałów.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

achajka
 
Lisa Jewell... zaskoczyła mnie. Spodziewałam się czegoś poniżej oczekiwań (ależ perełeczka mi wyszła!), a tu miła niepodziewanka. Ale nie chce mi się pisać po raz drugi, wrzucam więc linka:

www.akademiec.pl/(…)lisa_jewell_ulica_marzen.html…
 

achajka
 
Po wizytach w berlińskich Neues Museum i Muzeum Pergamońskim naszła mnie gorzka refleksja, że nikt tak jak Niemcy nie potrafi kraść zabytków. I nie przemawia tutaj przeze mnie żaden nacjonalizm, ot zwykłe stwierdzenie podszyte irracjonalną zazdrością, że nam się tak pięknie nie udaje tego robić.


1. Najpierw detal z fasady rzymskiego targowiska w Milecie(domyślam się, że to właśnie owa fasada była jednym z zabytków, wokół których muzeum musiało być budowane, bo już po postawieniu budynku nie udałoby się umieścić w nim eksponatu o takich gabarytach).

2. Może nie najlepsze zdjęcie, ale z braku czasu jedno z niewielu - babilońska Brama Isztar.

3. Moja ukochana, najpiękniejsza Egipcjanka - Nefertiti.
  • awatar Sierściuchowo: Brytyjczykom też świetnie szło - szczególnie w Egipcie. Wystarczy spojrzeć na zabytki w British Museum.
  • awatar Nortus & Xylia: anglicy są o wiele lepsi w kradzieży zabytków
Pokaż wszystkie (2) ›