Kariny Pjankowej "Prawa i powinności" to dość przewrotna książka. Zadowalająco sympatyczny i niepozorny pastisz (chociaż dla mnie to raczej aluzja niż typowy pastisz) klasycznej fantasy w typie tolkienowskim, choć początkowo może irytować tajemniczością głównego bohatera, brakiem określonego celu wyprawy (enigmatyczne Zło) i szeroko rozumianym czytelniczym in medias res, z czasem przyzwyczajając odbiorcę do takiego stylu fabularnego, oprócz dobrej zabawy zapewnia także do wystarczające zaciekawienie. No bo kim w końcu jest nasz protagonista, skoro przeczytaliśmy dwie trzecie książki i nadal otrzymujemy sprzeczne sygnały, co do jego osoby? Zagadki w żaden sposób nie pomagają rozwiązać jego kompani - drużyna, jak się patrzy, złożona z samych najodważniejszych, najsilniejszych, najwaleczniejszych bohaterów nad bohaterami płci obojga; drużyna, dodajmy, wielorasowa i wielokulturowa - to wszak konieczność. Ale kto ich wysłał? I tak dokładniej - dlaczego w ogóle wędrują? Czy wiedzą dokąd? Takich właśnie momentów irytujących "Prawom i powinnościom" zresztą nie brak. A propos irytacji - w którymś momencie miałam wręcz wrażenie, że czytam przygody polskiego Ślązaka Reynewana (A. Sapkowski), który to nieustannie wpada z deszczu pod rynnę, z kłopotów w tarapaty i na odwrót (co właśnie w "Narrenturmie"najbardziej mnie drażniło). Tyle tylko, że tak jak Reynewana ratują często gęsto przyjaciele, tak bohater Pjankowej, nomen omen Raywen (co pewnie też nie pozostało bez pływu na moje skojarzenia) ciągle musi ratować swoją drużynę. Kompani zaś w jego sprawie nie kiwnęliby palcem (schemat - początkowo znienawidzony "dziwak" z czasem zmienia się w najlepszego przyjaciela). A ileż tu Tolkiena! I wszelkich innych elementów tradycyjnej fantasy, że aż trudno wymienić jakieś konkretne nazwisko (Tolkien się jenka narzuca najbardziej).
Co rozczarowuje? Na pewno owo mityczne Zło. Odnosi się bowiem na końcu wrażenie, że wyprawa funta kłaków nie była warta. Irytują też fabularne niedociągnięcia, niedopowiedzenia, czasem wręcz jawny brak konsekwencji. Ale i tak jest miło. No i jak na pastisz przystało - zabawnie. Nawet dla nie do końca zorientowanych w tematyce.
-
absyntowa:
-
achajka:
-
absyntowa:
Pokaż wszystkie (3) ›